O reklamie zwykle myśli się jak o obrazku: kolor, zdjęcie, napis. Tymczasem klient odbiera markę wszystkimi zmysłami naraz i często zapamiętuje wrażenie, którego nie potrafi nazwać. Ciężka, chropowata wizytówka mówi coś innego niż gładka i cienka, choć na obu może być ten sam napis.
Cztery warstwy tego samego przekazu
Warto potraktować je jak elementy jednej opowieści, a nie osobne pomysły dokładane po kolei.
- Wzrok - kolory, litery i układ, czyli to, co widać jako pierwsze.
- Dotyk - papier z fakturą, folia matowa albo Soft Touch, ciężar wizytówki w dłoni.
- Zapach - w lokalu, w opakowaniu, czasem świeży zapach nowego druku.
- Dźwięk - muzyka w tle dobrana do miejsca i pory dnia.
- Spójność - wszystkie te warstwy powinny mówić to samo, inaczej powstaje zgrzyt.
Od czego zacząć
Nie trzeba wprowadzać wszystkiego naraz. Najprościej zacząć od dotyku, bo to najtańsza zmiana: ten sam projekt na papierze z wyraźną fakturą albo z matową folią odbiera się zupełnie inaczej niż na zwykłym, gładkim arkuszu. Kolejnym krokiem bywa dźwięk we wnętrzu, dobrany do tego, jak długo gość zostaje i po co przyszedł.
Najważniejsza jest jednak zgodność. Jeśli marka mówi o spokoju, a w środku gra szybka muzyka i wszystko jest w mocnych barwach, klient wyczuwa fałsz, nawet jeśli nie umie wskazać, co konkretnie mu nie pasuje. Dlatego warto zacząć od jednego zdania opisującego, jak marka ma się kojarzyć, i dopiero potem dobierać do niego papier, dźwięk i wnętrze.